Wuzetka
Anna Karczewska
PAPIEROS TAŃCZĄCY W DYMIE
Czyli symbolika prostych liter
Napisy na murach nie są dla mieszkańca miasta niczym nowym ani niezwykłym, rzadko poświęcamy im choćby odrobinę uwagi, często nawet ich nie zauważamy. Ściany i mury mijane w codziennych wędrówkach gęsto pokryte są siecią mniej, lub bardziej wymyślnych liter wołających przechodnia, jakby dopominających się zainteresowania. Dla uważnego obserwatora ( szczególnie tego z "etnograficznymi okularami" na nosie) lektura owych napisów jest źródłem refleksji nad ich funkcją komunikacyjną, lub integracyjną czy, ogólniej, współczesną mentalnością.
Roch Sulima w artykule "O imionach widywanych na murach" (Sulima 2000 s.54) podzielił znaki na murach według ich funkcji na trzy rodzaje: znaki działania, znaki identyfikacji i znaki istnienia. Pierwsze to inwektywy i obelgi - najczęstszy chyba rodzaj inskrypcji spotykanych na murach np. "policja pały" czy "Anka to suka". Drugie, to hasła mające na celu pozostawienie znaku mającego zakomunikować preferencje ( muzyczne, subkulturowe, sportowe etc.) piszącego, czyli również częste: "Legia miszczem Polski", "Sex Pistols" (na jednym z bemowskich murów znajduje się jakby anty-znak tego typu, napis głoszący: "żaden pierdolony zespół"). Trzecia grupa, to napisy wyrażające refleksję, impresję mniej lub bardziej udane próby określenia się autora wobec świata. Spotykamy tu różne w treści komunikaty od cytowanego przez Sulimę: "Lubię małe zwierzaczki" po bardziej wysmakowane: "Jestem mentalnym kanibalem".
Przedmiotem mojego zainteresowania są napisy, których nie potrafię przyporządkować żadnej z tych grup. Na potrzeby pracy stworzę więc własną, dodatkową kategorię: znaki myślenia.
Zajmujący się problemem twórczości miejskiej badacze analizują zjawisko "pisarstwa ściennego" w kontekście horror vacui, jako sposób oswajania obcej przestrzeni. Jak czytamy w artykule Kowalskiego "Pisanie służy antropologicznemu okiełznaniu świata. Napisy pomagają w bezpiecznym w nim istnieniu" (Kowalski s.30), pełnią też często rolę ostrzeżenia, wyznaczają miejskie terytoria, zdają się mówić: "wchodzisz na mój teren. Uważaj, jesteś tu obcy" i zniechęcać ewentualnych intruzów.
Ja jednak postanowiłam zająć się wspomnianą wcześniej kategorią znaków myślenia i tylko jednym autorem, znanym tym, którzy za teren spacerów wybrali okolice centrum Warszawy (choć napisy jego autorstwa porozrzucane są również w innych dzielnicach). Mowa tu o człowieku podpisującym się pod swoimi inskrypcjami jako Saturator.
Na pierwszy napis sygnowany tym podpisem natknęłam się jakieś pięć lat temu odwiedzając babcię, na ulicy Dzielnej. Na ścianie budynku mieszkalnego dużymi, drukowanymi literami w kolorze czerwonym napisane zostało:
ZJEŚĆ WOŁOWE W AFEKCIE. WYTRWAŁYM: SATURATOR.
Najpierw zdziwienie, potem śmiech a potem... antropologiczna refleksja. Często spacerując po mieście przypatruje się napisom na murach, niektóre mnie śmieszą, ale nigdy żaden z nich nie wywołał u mnie tak złożonej reakcji. Zrobiłam mu więc zdjęcie.
I tak zaczęło się polowanie na saturatory. Nie było to trudne, ponieważ autor CHCE, by go czytano. Napisy pojawiają się w bardzo widocznych miejscach, często uczęszczanych szlakach spacerowych, są duże (litery mają nawet po parędziesiąt centymetrów) i niemal zawsze czerwone. Z niewielką pomocą krewnych i znajomych znalazłam jedenaście miejsc naznaczonych przez tegoż autora. W okolicy Nowolipia znajduje się jeszcze jeden, odkryty przeze mnie znacznie później napis:
RESPIRATOR O WSCHODZIE SŁOŃCA. ABSTRAKCJONISTOM: SATURATOR.
Tuż obok ktoś nabazgrał: Oj! Polska i dorysował krzyż celtycki. Jakiż rozdźwięk. Ale idźmy dalej. Teksty Saturatora są głębsze. czasem wywołują uśmiech i powodują, że świat choć na jeden moment nabiera kolorów. Napis koło Arsenału, na wejściu do klatki schodowej :
ŻÓŁTY GARNITUR WIELKANOCNY. PONURAKOM: SATURATOR.
Inne skłaniają do refleksji i trochę zasmucają, bo są niepokojąco trafne:
JEST TAKIE MIASTO W KTÓRYM DOMY WYGLĄDAJĄ JAK RYBY. ARCHITEKTOM WARSZAWY: SATURATOR
(ściana, zasłonięta budkami, na rogu ul. Żelaznej i Al. Solidarności), po przeczytaniu tej inskrypcji okoliczne, odrapane kamienice zdają się łypać na przechodnia rybim okiem i straszyć podgniłą łuską. Kolejny, w Parku Saskim - niegdyś królestwie alkoholowych nocy:
MUZEUM UROJONYCH OBRAZÓW. PIJAKOM: SATURATOR
No i robi się nieswojo, trochę strasznie. Jakby ktoś nam wytknął palcem kupę na żwirowej alejce.
Jedno jest pewne, słowa firmowane jego imieniem nie są banalne. Mogę tylko domyślać się jaki cel postawił sobie człowiek piszący je na murach wielkiego miasta. Wiem za to, jakie wrażenie wywierają na przypadkowych odbiorcach, ponieważ jestem jednym z nich. W chaosie miasta ludzie są w wiecznym pędzie, gorączkowa atmosfera stolicy udziela się niemal wszystkim. Media bombardują nas wyrażeniami takimi jak "wyścig szczurów" zewsząd słyszymy, że nie wolno nam się zatrzymać, bo zostaniemy zdeptani. Nawet wiedza, którą zdobywamy na studiach zostaje zepchnięta do roli karty przetargowej na rynku pracy. I w tym wszystkim natykamy się na ścianę mówiącą:
PROSTE ŻYCIE PROSTY CZŁOWIEK. WYUCZONYM: SATURATOR
lub
KARIERA OD NARODZIN DO ŚMIERCI. PARWENIUSZOM: SATURATOR
I na chwilę przystajemy, bo oczywistość stwierdzenia ma taką moc. Czy to nie jest już przypadkiem sztuka?
Jeden z napisów, znowu Park Saski, uderza w pokutujący w Polsce pogląd o starości, jako czasie wyłączenia ze społeczeństwa pozbawionym praw do normalnego życia. Oskarża:
OCZEKIWANIE NA ŚMIERĆ PRZED TELEWIZOREM. BABCIOM: SATURATOR
Moja przyjaciółka widząc go posmutniała, spytałam o co chodzi "To o mojej mamie" - powiedziała.
Część saturatorów ma ścisły związek z miejscem w którym zostały namalowane, są adresowane do bardzo konkretnego odbiorcy, to w niego mają uderzyć. Przy PWST na ścianie widniał ( również już zamalowany ) napis:
HANDEL LUDZKIM TOWAREM. REŻYSEROM: SATURATOR
Niedaleko stamtąd, przy restauracji na ulicy Bednarskiej znalazłam przekaz dla kelnerów, niemalże sakralizujący ich, powszechnie uważaną za niewdzięczną, pracę. Autor, parafrazując tytuł znakomitego filmu Majewskiego, pisze:
ZAKLĘTE REWIRY CODZIENNOŚCI. KELNEROM: SATURATOR
Można by się zastanawiać, czy twórczość Saturatora jest wandalizmem (niszczy przecież własność publiczną, zasaskudza ściany) czy już sztuką. Jego charakterystyczne proste, jakby napisane ręką dziecka, litery odcinają się wyraźnie na tle wymyślnych, trudnych do odczytania dla niewtajemniczonych tagów ("tag" to ostatnio bardzo popularna forma podpisu zostawianego na murze, klatce schodowej, w środkach transportu miejskiego związana pierwotnie ze środowiskiem hiphopowym). Ezoteryczność przekazu Saturatora nie polega na zaszyfrowaniu znaków, lecz na szyfrze mentalnym. Ricoeur napisał: "Symbol daje do myślenia", ja piszę: Saturator daje do myślenia.
Późniejsze "wrzuty" tego autora, odkrywałam w bezcelowych wędrówkach po Warszawie. Są już inne (czy to ja widzę inaczej?), zdradzają zmęczenie i niewiarę w możliwość przekazania czegoś ludziom. Na jednej z ulic na Woli napis swój dedykuje martwej ścianie:
SŁUCHJĄC ŚPIEWU PTAKÓW, MYŚLĄC, PISZĄC. TEJ ŚCIANIE: SATURATOR
Głęboką autorefleksję wyraża zamalowany, lecz nadal widoczny spod farby, znajdujący się przy skwerku niedaleko Kredytowej:
NOCE NIE PRZESPANE W FARBIE. SOBIE: SATURATOR
Czy łatwiej mówić do ściany? Czy tylko samemu można zrozumieć swój przekaz? Nie znamy przyczyny zgorzknienia artysty, w ogóle nic o nim nie wiemy. Bo smaku całej historii dodaje tajemniczość Saturatora - nie wiem kim jest, ile ma lat, nawet czy jest mężczyzną czy kobietą. Próby odnalezienia go sposobem zostawiania wiadomości w uczęszczanych przez niego miejscach, poszukiwania w Internecie i tzw. wywiad środowiskowy zawiodły. Twórca CHCE pozostać anonimowy. Metoda wypytywania ludzi o Saturatora wykazała, że w swoim zainteresowaniu nim nie jestem odosobniona. Warszawscy flaneur znają jego napisy. Tak, jak ja uważają je za coś, co ożywia ulice stolicy, skłania do refleksji, nie daje opaść w kuszące błoto zadowolenia.
Jednak Saturator odchodzi: coraz więcej jego myśli zostaje zamalowanych, nie pojawiają się nowe. Najlepszym dowodem na to, że ludziom brakuje jego działania jest nostalgiczny napis jaki pojawił się w miejscu, gdzie zostało zlikwidowane zdanie "dla babć" - fan Saturatora napisał podobnym charakterystycznym stylem:
W OCZEKIWANIU NA ŚMIERĆ PRZED TELEWIZOREM. BABCIOM I SATURATOROWI: WARRAN Z KOMODĄ
Czy to wyzwanie? Czy oskarżenie o poddanie się temu, przed czym się przestrzegało? Czy próba sprowokowania do powrotu? Czy Saturator naprawdę umiera teraz przed telewizorem? Nie wiadomo.
Bibliografia:
Bojka S.
1981. Sztuka w niepięknych dzielnicach, PSL. Konteksty nr 3-4
Ciarka R.
1990. Napisy na murach i etnografia współczesnego miasta, PSL. Konteksty nr 2
Sulima. R
2002. Antropologia codzienności, Kraków
Higgins. D
2000 Strategia poezji wizualnej: trzy aspekty [w:] Nowoczesność od czasu postmodernizmu, Gdańsk
Kowalski. P
1990. Scribo et decoro ergo sum. Uwagi o antropologii znaczeń miejskich napisów, PSL. Konteksty nr 2
Bystroń J.S
1980. Napisy [w:] Tematy, które mi odradzano, Warszawa
Jaworska W.
1987 Kilka uwag o folklorze plastycznym w środowisku miejskim, PSL. Konteksty nr 1-4
kotzcheshire.com ©
2008 Kot z Cheshire